Wyjazd z dziećmi, czyli jak nie zaskoczyć się negatywnie

Zaplanowany czy spontaniczny?

Uwielbiam spontaniczne wyjazdy, mają one zawsze w sobie tajemnicę, zapowiedź niezapowiedzianych wrażeń. Dziś podejmuję decyzję o wyjeździe  – jutro ruszam, szukam szybko noclegu albo jadę w „ciemno”, drukuję mapę, ciekawe miejsca do zwiedzania i gotowe. W taki sposób wiele moich  wyjazdów było udanych, w tym jeden do Chorwacji, który sfinalizowałam samotnie. Pewnego dnia spacerując deptakiem, tchnięta być może duchem Indiana Jones, zaszłam do biura podróży i wykupiłam 14 dniową wycieczkę do Chorwacji, w którą za dwa dni wyruszyłam samotnie. Oczywiście moja samotność skończyła się na etapie współtowarzyszy autokarowych, dla których byłam dość ciekawym okazem, godnym zainteresowania i zaopiekowania się nim. Przez 14 dni o samotności nie było mowy, poznałam mnóstwo ciekawych ludzi z różnych zakątków Europy, oczywiście nie planując niczego.

Jednak spontaniczny wyjazd z dziećmi nie wchodzi u mnie w rachubę, bo taki wyjazd dokładnie planuję, nie z jakimś wielkim wyprzedzeniem, ale przede wszystkim planuję go skrupulatnie. Oczywiście nie wszystko podczas wyjazdu jest zaplanowane i wtrącam nutkę spontaniczności w każdy dzień.

  1. Noclegi – nie ma opcji, aby wcześniej nie zarezerwować noclegu, gdy jadę na wakacje z dziećmi.

Jeśli chodzi o sprawę noclegu, musi on być „dograny”. Kiedyś przytrafił mi się samochodowy nocleg z moimi rodzicami, podczas jednych z nadmorskich wakacyjnych wyjazdów. Pojechaliśmy nad morze „w ciemno”. W jednej z miejscowości nie mogliśmy dostać noclegu. Obłożenie w tym sezonie było – podejrzewam – 100%, gdyż odbijaliśmy się od każdych z drzwi do których pukaliśmy. Przemierzyliśmy kilka km do następnej miejscowości i do kolejnej, aż zrobiło się ciemno. W rezultacie spaliśmy w samochodzie, niedaleko zatłoczonego pola namiotowego. Nad ranem około 4.00 godziny, ktoś postanowił otworzyć nasz samochód. Śniłam, że jestem w kołysce, dopóki nie otworzyłam oczu i nie uświadomiłam sobie, że samochód się rusza. – Co jest – krzyknęłam. Mój tata obudził się z wrzaskiem. Otworzył drzwi i wyskoczył z auta gotowy do odnowienia ciosów bokserskich, których nauczył się będąc nastolatkiem. W tylnej szybie mignął mi cień uciekającego mężczyzny. Byłam przerażona, niewyspana, obolała od niewygodnego spania, co rzutowało na cały dzień. Na szczęście mój tata nie pognał za nim. Ale przy wyjeździe zorientowaliśmy się, że zakopaliśmy się. Wtedy to nauczyłam się techniki odkopywania auta i ruszania do przodu.

Spontaniczna wyprawa ma swoje plusy. Podczas niezaplanowanego wyjazdu zatrzymujesz się kiedy chcesz, zwiedzasz to, co jest po drodze, gnasz przed siebie, bez zegarka w ręku, bez pośpiechu. Widzisz miejsce, które wybierasz do noclegu, a nie wcześniej wybierasz go z broszury – co w drugim przypadku może spowodować lekkie rozczarowanie. Urocze.

 Z drugiej strony, ciągłe przemieszczanie się z walizkami, zabawkami i spanie w różnych miejscach – to niezwykle męczące. Z dziećmi? – to mega męczące! Na taką wersję wakacyjną odpowiadam po swoich doświadczeniach: „nie, dziękuję”. Wolę jechać do jednego miejsca, tam się rozpakować ze wszystkimi „klamotami”. Potem obrać sobie kierunek zwiedzania i na cały dzień znikać, by potem wracać do miejsca stałego noclegu. Przerabiałam to i z tą opcją jest zdecydowanie łatwiej.

  1. Zwiedzanie – planuję miejsca do zwiedzania.

Jadąc spontanicznie natrafiasz na miejsca, których normalnie byś nie odwiedził,  gdyż albo wydałyby ci się nieciekawe, albo byś o nich po prostu nie wiedział. Przygoda, adrenalina – brzmi fantastycznie. Jednak, gdy wybierzemy wersję zaplanowaną wcale nie musimy rezygnować z przygody. Ja planuję dojazd, nocleg. Potem szukam ciekawych miejsc, dobrych restauracji w miejscu noclegu – pierwszy dzień poświęcam na poznanie okolicy, w której śpimy. Potem zakreślam miejsca na mapie obejmujące wszystkie ciekawe miejsca w obrębie około 150 km od miejsca noclegu. Wybieram: miejsca do zwiedzania, które koniecznie musimy zobaczyć i miejsca tzw. fakultatywne, dodatkowe, na które być może starczy nam czasu i określam trasę. I tak w każdy dzień obieram różny kierunek. Po drodze, gdy coś nas zaciekawi – spontanicznie – zatrzymujemy się i zwiedzamy to. Zdarza się nam również uczestniczyć w różnego rodzaju imprezach, które po drodze nas np. zaskoczyły. Jednak staramy się dojechać do wyznaczonego celu. Choć ostatnio piknik kaszubski nas tak pochłonął, z całą kulinarna otoczka, że nasz cel musieliśmy przełożyć na następny dzień.

Druga sprawa. Nie jestem zwolenniczką ciągłego przebywania w samochodzie z dziećmi, które pomimo mojej kreatywności i zapewnienia im rozrywki, w końcu nudzą się, albo dostają nagle choroby lokomocyjnej. Stąd staram się ograniczyć wielogodzinne spędzanie ich czasu w aucie. Niejednokrotnie przechodziliśmy ich „zmęczenie jazdą”. Koszmar.

Planując wyjazd, zawsze wybieram miejsca do przebywania, które zadowolą każdego z członków rodziny. Jednego dnia spędzamy dzień tak jak lubi tata, innego jak mama, kolejnego jak córka, a następnego jak syn. Niejednokrotnie jest tak, że zgadzamy się wszyscy co do wyboru miejsca i wtedy jest idealnie, bo każdy jest w 100% zadowolony. Opcja ze spontanicznością byłaby w tym przypadku zbyt ryzykowna.

Planując miejsce pobytu zawsze drukuję: adres aptek, bankomatów, wypożyczalni sprzętów. W tych sprawach nie idę na „żywioł”. Wierzcie mi, nie mam siły, ani czasu potem szukać tych miejsc.

Spontaniczna wyprawa wiążę się ze skurczeniem naszego portfela. Pieniądze w zaskakującym tempie z niego wypływają. Inaczej, jeśli określisz miejsca zwiedzania, wyszukasz w Internecie informacji, czy warto odwiedzić wybrane miejsca, poczytasz w jakie dni jest taniej, wydrukujesz informacje o biletach wstępu i podliczysz wszystkie koszty. Wiesz ile masz wziąć i co najlepiej wybrać, zanim w „ciemno” zapłacisz za rzecz zbędną lub po prostu przepłacisz (bo dzień wcześniej zapłaciłbyś 50% ceny). Opcja wcześniejszej rezerwacji i np. kupna biletów przez Internet pozwala zaoszczędzić czasu i pieniędzy. Oczywiście zawsze musisz liczyć się z nadwyżką kosztów za elementy spontaniczne, ale to tylko elementy. Ja planując wcześniej wejście do np. centrum Kopernika w Warszawie i kupując wcześniej bilety wstępu – online, nie musiałam stać w długich kolejkach, oszczędzając to sobie i moim dzieciom.

Kolejną rzeczą jest zapłata za „spontaniczny nocleg”. Gdy w okolicy nie ma dużego wyboru, bierzesz co jest, a to „coś” może wiązać się z dużymi kosztami. Ja uwielbiam opcję z Mydeal, Groupon Travel, gdzie można znaleźć fajne, tańsze oferty, w dobrych hotelach, z korzystną opcją wyżywienia i biletami wstępu do wielu miejsc, z dodatkowymi bonusami, typu masaże, pobyt na basenie itp.

Z dziećmi, zdecydowanie polecam wyjazd planując go wcześniej, określając miejsce noclegu, miejsca podróży, zwiedzania, wcześniej kupując do niektórych z nich bilety online. Dziecko też ma większe poczucie bezpieczeństwa, wiedząc co w danym dniu ma zaplanowane. Przynajmniej tak jest u moich dzieci. Poza tym, czeka na konkretne rzeczy, nastawia się, samo uczy się planować i gospodarować czasem. Czyta o danym miejscu zanim go zobaczy. A to  jest rzecz niezbędna i potrzebna na przyszłość.

 

Nasz przykładowy wypad do Karpacza:

Plan na 9 dni

Karkonosze z dziećmi

I dzień wyjazdu.

Po drodze do Karpacza – Zamek Czocha i jego legendy. Dojazd do Karpacza.

Zamek Czocha i jego legendy

Spać tam ochoty nie mam (to za sprawą legend ;)), ale odwiedzać go lubię. Pojawia się zawsze na naszej drodze, gdy wyruszamy w góry. Zamek Czocha – obronny zamek graniczny położony w miejscowości Sucha, gmina Leśna, nad Zalewem Leśniańskim na Kwisie w polskiej części Łużyc Górnych. Niewątpliwie, słynie  z wielu legend. A oto kilka:

Żałobnicy

Gdy w 1719 r. zmarł jeden z mieszkańców zamku, po uroczystościach pogrzebowych ruszyła żałobna procesja z ciałem zmarłego na pobliski cmentarz i gdy weszli oni na drewniany most, on runął a część żałobników spadła w dół, rozbijając się o skały. I wybudowano most kamienny. Do dzisiaj na  moście prowadzącym do zamku wędrują duchy.

Studnia niewiernych żon, niemowlę żywcem zamurowane

Najciekawsza moim zdaniem opowieść. Na zamku podobno słychać płacz wydobywający się ze studni. Ja go nie słyszałam, ale może o złej porze tam byłam. To zgodnie z legendami głosy niewiernych żon panów tego zamku, które zostały  skazane na wieczne męki.

A historia zaczęła się mniej więcej tak: Jeden z panów na zamku niespodziewanie powrócił po prawie rocznym pobycie za granicą i zastał swoją żonę brzemienną. Oszalał z wściekłości. Wyciągnął ją na dziedziniec i doprowadził do studni, każąc jej skoczyć. Nie wykonała polecenia, więc sam wepchnął ją do wody. Następnie opuścił zamek. Dopiero na drugi dzień wydobyto zwłoki pani zamku i od tego czasu, ilekroć ktoś nocą nachylał się nad studnią i patrzył w lustro wody, dały się stamtąd słyszeć kobiece głosy.

Niespełna dwadzieścia lat później kolejny pan na zamku Czocha w podobny sposób uśmiercił swoją małżonkę. Po raz trzeci na krótko przed pożarem zamku w 1792 roku sytuacja się powtórzyła. 
Jeden z właścicieli zamku Joachim von Nostitz pojął za żonę piękną Ulrikę. Młoda para była w sobie zakochana. Wybuchła wojna, na którą Joachim wyruszył. Po powrocie, po roku rozłąki powrócił i zastał żonę brzemienną. Gdy ona urodziła dziecko kazał nowo narodzone niemowlę żywcem zamurować w kominku w sieni, a swoją wiarołomną żonę wepchnął do studni na zamkowym dziedzińcu. Z kominka słychać kwilenie niemowlęcia. Córka z przerażeniem patrzyła się w ten kominek….. nie wierząc.

Chciwa Anna i małżeńskie łoże

W komnacie zamku stoi piękne zabytkowe łoże z baldachimem, o którym przewodniczka z entuzjazmem opowiada. Łoże ma przycisk, który w razie użycia uruchamia zapadnię, a małżonka leci w dół……….

Najbardziej znana jest legenda o nieszczęśliwej Annie. Piękna Anna wyszła za mąż za podstarzałego, ale bogatego właściciela. Była chciwa, co tu dużo mówić. Niestety w noc poślubną nie udało się jej ukryć wstrętu, a odepchnięty małżonek okrutnie się za to zemścił. I tak bywa. Uruchomił dźwignię koło łoża małżeńskiego i część łóżka, na której spoczywała jego małżonka zapadła się, wprost w nurt Kwisy.

Według innej legendy jeden z właścicieli zamku wykorzystywał zapadnie koło łoża, aby zaraz po nocy poślubnej pozbywać się kolejnych żon… To brzmi okropnie!

Gertruda i husyci  (Biała Dama)

Biała Dama zamku Czocha, która sprowadziła na zamek husytów, chcąc się zemścić na swoim bracie i wydała go w ich ręce. Zdrajczynię Gertrudę ścięto na placu zamkowym… Jej brat w chwili śmierci przeklął ją. Dziś jej duch nie może zaznać spokoju i błąka się po warowni. Na szczęście nie spotkaliśmy jej.

 

II dzień Karpacz

– miasto, Muzeum Zabawek, tor saneczkowy, Dziki Wodospad, Zapora na łomnicy i inne atrakcje (kartki, pamiątki itp.).

III dzień Karpacz

Świątynia Wang, Śnieżka – wyprawa w góry.

Wybieramy się w góry na Śnieżkę. Po drodze oczywiście zwiedzamy  Świątynie Wang. Ja z rodzicami wybraliśmy szlak: Polana – Pielgrzymy – Słonecznik – Kocioł Wielkiego stawu, Kocioł małego Stawu – Śnieżka. Mój wtedy 3 – letni brat dała radę sam wejść na Śnieżkę, więc myślę, że i Wy dacie radę. Wejście na Śnieżkę to duże przeżycie.

 

IV dzień Ścięgny

Miasteczko Western City, Kowary Park Miniatur.

 

Odwiedzamy miasteczko mieszczące się zaraz przy Karpaczu: Ścięgny, a  w nim – Miasteczko Western City. W Western City możemy skorzystać z wielu atrakcji, poznać życie kowbojów, Indian i obejrzeć inscenizację np. napadu na bank. Można dodatkowo zrobić sobie zdjęcie w kowbojskich ubraniach. W Ściegnach można pograć na kortach tenisowych – są dostępne prze cały rok, zarówno na zewnątrz jak i pod balonem – wszystkie na mączce. Potem jedziemy do Kowar, gdyż znajduje się w nim Park Miniatur Dolnego Śląska. Niesamowita wycieczka wśród miniatur pozwala zapoznać się z wieloma budowlami, których nie jesteśmy w stanie zobaczyć  za jednym razem na żywo. My oglądając miniatury ustaliliśmy kolejny plan wycieczki.

 

V dzień

po drodze do Szklarskiej Poręby – na godzinę 10.00 Piechowice – Huta Szkła Kryształowego Julia, około 12.00 koniec i kierunek Szklarska Poręba – wodospady: Szklarki i Kamieńczyk.

Wycieczka do Szklarskiej Poręby – po drodze odwiedzamy Hutę Szkła Kryształowego Julia w Piechowicach. Najlepiej dojechać tam na godzinę  10.00 i udać się na warsztaty dla dzieci organizowane w Hucie. A w Szklarskiej Porębie koniecznie trzeba wybrać się nad wodospady: Szklarki i Kamieńczyka. Oczywiście nie może zabraknąć zabawy w Dino Parku i przejażdżki koleją linową.

 

VI dzień

Szklarska Poręba, miasto do Dino park, kolej linowa i inne atrakcje.

VII dzień

Zamek Chojnik

VIII dzień

Ogród japoński i muzeum Pawlaka i Kargula, czyli zwiedzanie Lubomierza

 Ogród japoński – zapraszam na wpis o nim – klik.

 

ogród japoński

Lubomierz – muzeum Kargula i Pawlaka

Muzeum poświęcone kultowej trylogii Sylwestra Chęcińskiego „Sami Swoi” „Nie ma mocnych” i „Kochaj albo rzuć”. Muzeum zlokalizowane jest w pobliżu Lubomierskiego Rynku (Placu Wolności), a ujęcia tych miejsc możemy zobaczyć w filmie Sami swoi. Pomieszczenia muzealne mieszczą się na parterze jednego z najstarszych w mieście budynków – tzw. Domu Płócienników, od XVI w. siedzibie cechu Płócienników. W samym muzeum zgromadzone są pamiątki związane z filmem, w tym wiele rekwizytów wykorzystanych w komedii. 

 

IX dzień

– Zamek Książ, Palmiarnia Wałbrzych, pijalnia wód Szczawno Zdrój i powrót do domu.

IX dzień to dzień powrotu, przynajmniej dla nas, gdyż mamy blisko do Karpacza i Wałbrzycha.  Dzień powrotny zawsze wykorzystujemy w pełni, więc w ostatni dzień wybraliśmy się do  Zamku Książ w Wałbrzychu, a przy okazji zwiedziliśmy również  Palmiarnie w  Wałbrzychu i  pijalnie wód w Szczawno Zdrój. Stamtąd wieczorem wróciliśmy do Zielonej Góry.

Myślę, że przypadł Wam do gustu mój plan wycieczki w Karkonosze, bowiem wszystkie wymienione przeze mnie miejsca warto pokazać dzieciom.

Aneta

 

 

Please follow and like us:
0

No Comments

Leave a Comment