Krata nie tylko dla Szkotów

Może to za sprawą „Obcej” Diany Gabaldon i szkockich klimatów, a może zbiegiem okoliczności …….. zaakceptowałam kratę na swej skromnej osobie. Dotychczas moje doświadczenie z kratką było znikome, a w zasadzie żadne. Dlaczego? Bo mi się niespecjalnie podobała. Bo kojarzyła mi się z kowbojami z dzikiego Zachodu i w ogóle z modą męską.  W swojej bogatej historii koszula w kratę była  strojem klasy robotniczej, elementem identyfikacji szkockich klanów oraz symbolem brytyjskiej elegancji. Mi przede wszystkim zawsze kojarzyła się z cięciem drewna. Widzę oczyma wyobraźni jak mój mąż wychodzi w koszuli w kratę i tnie drewno do naszej kozy. Nigdy nie lubiłam nosić kraty. Oprócz kratki vichy nie akceptowałam żadnej innej. Czy się do niej przekonałam? Hm…. w przełamaniu ze spodniami ze skóry tak, ale aby ją ubrać do jeansów – nadal mam opory.  Może zacznę od tego dlaczego ją ubrałam. Moja córka ostatnio stwierdzała, że chce koszule w czerwono- czarną kratę. W podskokach pognałam do sklepu i nie mogłam dostać dla niej odpowiedniej. Nagle zadzwoniła moja mama i stwierdziła, że kupiła w Lidlu czerwono – czarną koszulę dla wnuczki. Jednak wnuczka jak na wybredną osobę przystało zarzuciła foch, bo po bokach koszula była wycięta a nie prosta i tym sposobem stałam się szczęśliwą posiadaczką koszuli (weszłam w S 😆 ) , którą pierwotnie zamierzałam nosić jedynie po domu. Ale…. zawiązałam ją w pasie, ubrałam do skórzanych spodni, nałożyłam naszyjnik z czerwienią byDziubeka i stwierdzałam, że wszystko razem całkiem nieźle się komponuje. Do tego botki Lasockiego i kreacja gotowa.  I w taki oto sposób przełamałam lody w kwestii noszenia koszuli w kratę. Ha. 

Please follow and like us:
0

No Comments

Leave a Comment