Jak oswoić dzika, czyli trudne początki powrotu do formy

Gdy moja przygoda z bieganiem zaczęła się delikatnie wykluwać, moim głównym problemem – poza oczywiście kwestiami wydolnościowymi był strach.

Strach przed tym, że nie dam rady, że zemdleje, że popsuję sobie stawy, że dostanę wylewu, zawału lub, że… spotkam w lesie dzika.

Możecie myśleć co chcecie, ale ja naprawdę bałam się tego spotkania. Każde moje wyjście do lasu było okupione szybkim biciem serca, a szelest w krzakach czy przemykający cień  powodował, że pot rzęsiście spływał mi z czoła. Większość ludzi boi się w środku lasu spotkać zabłąkanego zboczeńca, ja bałam się dzików. Biegałam węsząc i oczekując nieuchronnego spotkania. No i stało się, w pewien letni wieczór biegnąc przez las spotkałam na swojej drodze chude wystraszone stworzonko w paski, które na mój widok – uwaga podskoczyło i uciekło. Ja zrobiłam dokładnie to samo. Uciekając w panice i amoku, nagle zostałam powalona jak obuchem w głowę myślą:  muszę wrócić do tego dziczka, wyglądał na głodnego, zabiorę go do domu i nakarmię. Uruchamiając instynkt opiekuńczy, uaktywniając dzięki wysiłkowi fizycznemu hormony szczęścia pokochałam w tej sekundzie dziki i przestałam się ich bać. 

Przypomniałam sobie tę historię wczoraj wieczorową porą. Po blisko dwu miesięcznej kontuzji rozpoczęłam mozolne zmagania z powrotem do formy. Późnym wieczorem ruszyłam wolnym krokiem do lasu, wlekłam się jak stonoga na ślizgawce i zastanawiałam się, kto mi ukradł płuca, a do każdej nogi przywiązał kamienie, gdy nagle drogę przebiegło mi stadko dorodnych szarawych i drobniejszych pasiastych maleństw. Zatrzymałam się i z uwielbieniem spoglądałam na te cuda. Słońce zachodziło dziki stały na piaszczystej drodze, a ja dostałam nowej siły do biegu. Biegłam rozmyślając o strachu i sile. Dlaczego strach z jednej strony, jako jeden z najsilniejszych instynktów potrafi działać jak wielki motor napędowy, a z drugiej paraliżuje i obezwładnia?

Kiedy potrafimy nasze lęki przekuć w sukces, a kiedy stają się naszą porażką?

Nie chcę pisać o sztuce motywacji, przekraczaniu granic i wychodzeniu ze strefy komfortu, bo napisano już na ten temat dziesiątki książek i artykułów. Chcę napisać co na mnie zawsze działa żeby dopiąć swój cel.

Po pierwsze muszę czegoś bardzo mocno pragnąć.

Po drugie muszę wierzyć, że w pełni zasługuję, żeby ten cel osiągnąć.

Po trzecie robię wszystko najlepiej jak potrafię .

Wracam bardzo powoli do formy, każdy mój trening to morderczy wysiłek i walka z samą sobą.

Wbiegała wczoraj pod dwukilometrową górę. Górę koszmarę, która od początku mojej przygody z bieganiem była moim wyzwaniem, strachem i wstydem. Wyzwaniem, bo jak się uda to będzie super, strachem- bo może jednak dostanę tego zawału i wstydem, że jak się zatrzymam i nie dobiegnę to wyjdę na słabeusza – nawet jeżeli nikt nie będzie tego wdział.

Nie raz zdarzało mi się, że nie wbiegałam na koszmarę bo brakowało mi sił. Były też dni gdy podbiegałam na nią słaniając się na nogach i widząc już pola Elizjum przed oczami. Wczoraj nie było lepiej biegłam świszcząc, dysząc i sapiąc i już miałam stanąć i poddać się, gdy przypomniałam sobie dziki widziane kilkadziesiąt minut wcześniej. Najpierw pomyślałam, że jeszcze kilka lat temu na ich widok naprawdę szybko bym pobiegła znajdując w sobie pokłady mega energii. Czyli, jeżeli potrafię biegać szybko czasami, to może umiem też często? Bo dlaczego nie? Mam energię, tylko brak mi motywacji i wiary we własne siły. Boję się, że nie dobiegnę, bo z góry zakładam, że tej siły nie mam i, że nie mogę jej mieć bo nie trenowałam więc nie zasługuję żeby wbiec na górę.

Wytłumacz swojemu mózgowi, że nie zawsze ma rację

Postanowiłam rozmówić się ze swoją głową i wytłumaczyć jej, że wbiegałam na tę górę również przy spadkach formy, wbiegałam bo wiedziałam, że za każdym jednym razem kiedy uda mi się dobiec do końca, to kolejnym razem stanę się silniejsza i bardziej pewna siebie. Za każdym razem kiedy pokonam swoją słabość moje mięśnie staną się mocniejsze, płuca i serce bardziej wydolne, ciało stabilne, a mózg odważniejszy.

Lubię dawać sobie rady. Moja wczorajsza brzmiała: jeżeli już raz oswoiłaś swoje lęki, to nie pozwól żeby cokolwiek albo ktokolwiek ponownie je w Tobie obudził.

Bądźmy silni i odważni

Justyna

Please follow and like us:
0

1 Comment

  • Aleksandra 21 marca 2018 at 13:36

    Ponoć jeśli powtarzamy coś przez 3 miesiące to później już nam łatwiej bo wpada to w nawyk a w mózgu pojawiają się nowe połączenia nerwowe odpowiadające za tą czynność. Tak się motywuję aby nie rzucić ćwiczeń. Trzymam kciuki za powrót do formy

    Reply

Leave a Comment

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial
Przejdź do paska narzędzi