Sztuka smaku czyli opowieść o napoju bogów

Sztuka smaku czyli opowieść o  napoju bogów

 – Czy nie za wcześnie na wino? – spytała.

– Wcześnie? (…) Mam osiemdziesiąt dziewięć lat i czterysta butelek znakomitego wina w piwnicy. I zamierzam je wszystkie opróżnić. Martwię się raczej, że zbyt późno zacząłem pić.

Tess Gerritsen Ogród kości

Spoglądam na swoje winorośla. Jest ich niedużo, ale wystarczająco. Wystarczająco na tyle, aby podzielić się z przyjaciółmi, aby zasmakować przygody. Dzisiaj nie pijemy lokalnego wina, dzisiaj smakujemy Cono Sur  z Chimbarongo, czyli z mglistej doliny. Smak wyjątkowy, przenoszący w winiarski raj, który słynie z różnorodności klimatycznej i terenowej, co daje ogromne bogactwo szczepów winogron, różniących się od naszych, rodzimych. Trzeba dodać, że Marka Cono Sur została uhonorowana tytułem najlepszego chilijskiego producenta roku 2017 w 49 edycji prestiżowego konkursu International Wine and Spirit Challenge.

W smaku wina piękne jest to, że możemy posmakować tradycji, regionu, historii, cząstki świata. Że smakujemy ziemię, bo smak wina zależy od ziemi. Nie wiem, dlaczego  tak sentymentalnie podchodzę do tego smaku….. a może właśnie dlatego, że sama myśl o nim jest zakorzeniona w tradycji, której jestem częścią. Grzane wino, ciepły koc, gorąca czekolada, pachnący cynamonem dom, zaparowane okna, słodkie grona, ciepłe spojrzenia wśród krzewów …. lubię pić wino w ciepłe letnie wieczory, a zarazem lubię je smakować w formie grzańca w zimowe dni. Wtedy łączę  wino półwytrawne, szczyptę imbiru, szczyptę cynamonu, 3 goździki i pomarańczę.

 Nie ma złej pory na dobre wino, każda jest dobra, gdy wino olśniewa smakiem i jest pite w doborowym towarzystwie. Lubię czerwone wino, białe również i całą przygodę z nim związaną. Bo kosztowanie wina jest przygodą, którą zaczynamy od poszukiwań. Najtrudniejszym bowiem jest znalezienie odpowiedniego smaku, dopasowanie go do podniebienia i sytuacji w jakiej się znaleźliśmy, tudzież dopasowanie do dań, które spożywamy. Błądzimy wzrokiem po sklepowych półkach wybierając kształt butelki, spoglądając na etykietę, wybierając kraj pochodzenia wina, bo jest istotnym, czy chcemy zawędrować do słonecznej Italii czy rozkoszować się rejonami Francji. Gdy poszukiwanie kończy się sukcesem, następuje degustacja. I wtedy okazuje się, czy jest to zwykłe zauroczenie wyglądem, zaintrygowane ulubionym rejonem Europy, efektowną nalepką, które w konsekwencji doprowadza do wykrzywienia ust z powodu zbyt dużej cierpkości czy też jest to nieoczekiwany zachwyt nad głębokim i bogatym aromatem, co stanowi ucztę naszych zmysłów i nieobliczalną radość z wyboru tego a nie innego wina.

Lubię wino. Urodziłam się na Wzgórzu Winnym. Mój dziadek robił wino, mój tata i teść robili wino i mój mąż też przykłada do tego rękę. Odkąd pamiętam zawsze wokół nas ktoś robił własne wino, własne nalewki i wychwalał się odmianą winogron. Nie musimy posiadać ogromnych winnic, aby cieszyć się smakiem naszych dzieł. Jednak zawsze musimy to robić pod okiem Bachusa. Bo to właśnie Bachus rządzi naszym miastem. Po zamordowaniu Bachusa przez tytanów, bogini Atena Pallas jego krwią pokropiła tereny przyszłych regionów winiarskich, a jedna z kropel spadła do Grünberga (Wzgórza Winnego zwanego obecnie Zieloną Górą), co zapoczątkowało tradycję winiarską na tym terenie. Wzgórze Winne to niegdyś handlowo-rzemieślnicza osada, będąca obiektem częstych sporów i przetargów możnowładców, doświadczone w klęski żywiołowe – pożary, nieurodzaj, choroby – czarna ospa, plony zniszczone przez szarańcze. To miasto rządzone przez Jagiellonów, Habsburgów,  Prusaków. To miasto usytuowana na wzgórzu. Dodam, bardzo zielonym wzgórzu.  I choć wiele się zmieniało  to jedno pozostało bez zmian – winiarstwo. Bowiem już od XIII wieku na wzgórzach uprawiano winne krzewy, które w zależności od klimatu w danym roku rodziły różne grona, raz słodkie i dorodne, a raz kwaśnawe. Niestety, słońce nie rozpieszcza naszego kraju i często krzewy przemarzały lub brakowało dni słonecznych, by wino było pieśnią dla zmysłów. Podobno kiedyś mawiano, że w Zielonej Górze niepotrzebny był kat, gdyż wystarczył wyrok śmierci i dzban wina, które należało wlać skazanemu i przywiązać go na noc do ławy. Rano okazywało się, że kwaśne wino przeżarło nieszczęśnikowi żołądek. 😆 

 

– Dlaczego lubisz wino?

– Jestem z Zielonej Góry, jakbym mogła je nie lubić?

– A tak na serio?

– Bo wino jest jak książka, pite w samotności inaczej smakuje niż pite w towarzystwie, ba…. wino nie potrzebuje towarzystwa, pite w samotności przenosi w inny świat, otwiera inne drzwi, jego smak skłania do refleksji. Pite w towarzystwie jest niesamowitą przygodą przyjaciół.  

I tak po krótce: W XV w. Henryk IX sprowadził do miasta nowe gatunki krzewów z Austrii, Francji i Węgier. Przez cały wiek XIX powierzchnia winnic pozostawała w przybliżeniu stała; szacuje się, że utrzymywały one około siedmiuset winogrodników w mieście i podobną liczbę w okolicznych wsiach (w obchodach 700-lecia winnic zielonogórskich w 1850 uczestniczyło 1300 winogrodników z całej okolicy (źr.Wikipedia). Około roku 1825 Karl Eichmann (przemysłowiec branży tekstylnej) wprowadził w mieście przemysłową produkcję wina. W tym samym czasie Friedrich August Grempler, Karl Samuel Häusler i Friedrich Gottlob Förster założyli spółkę produkującą wino na skalę przemysłową sprzedając własne doskonałej jakości wina musujące. W 1826 wszyscy trzej przedsiębiorcy założyli spółkę produkcyjną, a 2 lata później Grempler & Co. A. G. Älteste Deutsche Sektkellerei. Na placu Pocztowym otworzyli ekskluzywną winiarnię, wybudowali własne piwnice i osiągnęli winiarski sukces, nagradzani w Paryżu, Londynie i Wiedniu. Dało to początek innym przemysłowym zielonogórskim produkcją.  Po 1945 roku zakłady nazywano Wytwórnią Win Musujących, a potem  Państwową Lubuską Wytwórnią Win. Od 1999 r, gdy zakład ogłosił upadłość i uległ likwidacji w Zielonej Górze nie produkuje się wina na skalę przemysłową.

 

– Naprawdę w waszym mieście rządzi Bachus?

– Tak, ale tylko przez tydzień. Prezydent miasta we wrześniu wręcza Bachusowi klucz do miasta i wtedy zaczyna się święto – Winobranie. Wszyscy świętują i bawią się pod okiem Bachusa. Święto kończy się korowodem, który jest podziękowaniem za udane zbiory.

 

I choć sercem zawsze pozostanę przy lubuskich winnicach to zmysłem smaku sięgam do różnych regionów świata. Dlatego na winobraniu gościmy różne regiony, dlatego smakujemy różne wina, dlatego kultywujemy nie tylko własną tradycję, ale przede wszystkim tradycje picia wina, które swoim smakiem przenosi nas tam, gdzie być chcemy. Dlatego dzisiaj sięgam po chilijskie wino Cono Sur, którego istotą jest młodzieńczy entuzjazm, ciągłość w poszukiwaniu nowych rozwiązań oraz zaangażowanie w ochronę natury. Dlatego smakując tego wina, smakuję ich filozofię, kultywującą zgodę z naturą. Swoistego rodzaju połączenie idei ze smakiem, myśli z degustacją.  Bo choć winogrona bywają rożne w smaku w związku z różnicą ziemi na jakiej dojrzewają, to najważniejszy jest człowiek, odpowiadający za przekształcenie gron w wino. 

Lubię wino ….. bo lubię przygody, podróże, winne smaki, tak różne, czy to z rodzimych winnic, czy z nasłonecznionych chilijskich stron, gdzie ciężkie, gliniasto-granitowe gleby i doskonała ekspozycja na słońce gwarantują  optymalny stopień dojrzałości gron szczepu, gdzie dominuje świeżość aromatu, gdzie wiatry oceaniczne muskają liście  winorośli, a co za tym idzie – gdzie usta spotykają się z wyśmienitym smakiem wina. Tą nutkę da się wyczuć…sami spróbujcie….. i przenieście się w chilijskie regiony.

Jak­by bóg za­kazy­wał pi­cia, czy uczy­niłby wi­no tak dobrym. Armand -Jean du Plessis de Richelieu

Gdzie możecie dostać Cono Sur? -> tutaj.

Please follow and like us:
0

Dodaj komentarz

  1. Piękne zdjęcia! Właśnie jestem na uroczej wysepce w Chorwacji, gdzie miejscową specjalnością jest wino o cudownej nazwie Grk. Mam nadzieję, że smakuje równie ciekawie co brzmi 😉

  2. To byłby wyjątkowy prezent dla mojej koleżanki, która wczoraj obchodziła urodziny – wino z rowerem. Tylko najlepiej powinno być białe i półwytrawne.

  3. Po ostatnim wpisie z winem kupiłam je i powiem, że jest całkiem niezłe. Świetny wpis. Dobrze się go czytało, ta historia, ten klimat, cudo.

  4. Wspaniały wpis i piękne zdjęcia 🙂 Uwielbiam od czasu do czasu sięgać po dobre wino, a teraz, w trakcie ciąży, już mocno stęskniłam się za jego smakiem. Najszybciej załapię się pewnie na jesiennego grzańca.

    1. Same uroki ciąży. Ale wtedy to dopiero będzie smakowało 🙂 pozdrawiam i szczęśliwego rozwiązania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial